W związku z zaistniałą sytuacją i "bezradnością" Pana Prezydenta (chłop nie umie przeprosić Jarka, instrukcja przeprosin, przedruk za Przekrojem, na rysunku) postanowiliśmy mu pomóc i namówić cały naród do ogólnopolskich przeprosin Prezesa Jarosława. Może nasze skromne głosy połączą się z falą przeprosin Polaków.
Panie Prezesie uroczyście przepraszamy za całe zło świata (czyt. PO), za to że nie mamy kota i jesteśmy hetero.
Przepraszamy za to, że się urodziliśmy i obiecujemy, że się to więcej nie powtórzy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 października 2010
piątek, 22 października 2010
piątek, 15 października 2010
Wizyta w regionie.
Prezes Jarek Kaczyński ( jedyny prezes partii politycznej, innej mają tylko przewodniczącego) odwiedza gospodarstwo rolne. Gdy znalazł się w chlewni, pośród stada dorodnych świń, towarzyszący grupie oficjeli fotoreporterzy natychmiast strzelają fotki. Na to Kaczyński:
- Tylko żeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem, typu "Kaczka i świnie, albo coś takiego!
- Ależ skąd panie prezesie. Wszystko będzie cacy.
Nazajutrz ukazuje się gazeta ze zdjęciem Kaczyńskiego wśród świń i podpis "Jarek Kaczyński (trzeci od lewej)".
- Tylko żeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem, typu "Kaczka i świnie, albo coś takiego!
- Ależ skąd panie prezesie. Wszystko będzie cacy.
Nazajutrz ukazuje się gazeta ze zdjęciem Kaczyńskiego wśród świń i podpis "Jarek Kaczyński (trzeci od lewej)".
sobota, 19 czerwca 2010
Cisza przedwyborcza...
Niestety trwa cisza przedwyborcza, więc nie mogę opisać błyskotliwych historii naszych szanowanych kandydatów.
Postanowiłem dziś z innej beczki. :)

Podobno widziano Jezusa jak wychodził z IPN i mruczał pod nosem:
A ja dwa tysiące lat myślałem, że to Judasz...
P.S. Jutro cały dzień trwa "Jeden z dziesięciu". Zapraszam do głosowania, aby nie było back up Prezydenta...
Postanowiłem dziś z innej beczki. :)

Podobno widziano Jezusa jak wychodził z IPN i mruczał pod nosem:
A ja dwa tysiące lat myślałem, że to Judasz...
P.S. Jutro cały dzień trwa "Jeden z dziesięciu". Zapraszam do głosowania, aby nie było back up Prezydenta...
czwartek, 3 czerwca 2010
Sensacje XXI wieku. Wybory prezydenckie.
Wszyscy kandydaci na Prezydenta zgodnie zapowiadają, że chcą dobra wyborców. Wyborcy zaś zaczęli skrzętnie ukrywać swoje dobra.
W celu uspokojenia światowych rynków finansowych Jarosław K. zakłada konto bankowe!
Jarosław idzie dalej niż Lech i stwierdza, że wszyscy dziennikarze to małpy nie tylko ta w czerwonym.
Jarosław idzie dalej niż Lech i stwierdza, że wszyscy dziennikarze to małpy nie tylko ta w czerwonym.
C.D.N.
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
poniedziałek, 15 marca 2010
Nocne Polaków spotkania.
Dzień tygodnia nie pamiętam jaki, noc, dla ułatwienia niech będzie środa. Wpadli znajomi i przynieśli sami wiecie co. Muzyka głośna jak to po spożyciu weny… Zabawa przednia toczy się niczym nie zakłócona. Ni stąd, ni z owąd wdziera się jakiś natrętny dźwięk i mąci doskonałą harmonię głośniej rozmowy i muzyki. Marek mówi:
-To chyba dzwonek.
I jak rasowy Polak zatacza się rączo w stronę drzwi. Ktoś bardziej rozgarnięty krzyczy:
-Nie otwieraj!- i ścisza muzę.
Za późno… Otworzył… Lecę mu na pomoc, bo chłopak młody i w rozmowach z abstynentami nie obyty.
-Dzień dobry- mówię nie wiedząc nawet do kogo. Przecieram oczy ze zdziwienia, a tam gruba baba i jakiś facio z wąsem w granatowych mundurach. Ostatnio oglądałem film przedwojenny, ale wtedy Policja jakoś inaczej wyglądała. Tak… To niestety chluba naszego narodu, kwiat tych co oblali egzaminy do Policji Państwowej, Straż Miejska lub Gminna, zależy od miejsca spożywania.
Baba przemówiła:
-Czy wie pan, która godzina?
-A co pani zegarka nie ma?
I z uśmiechem zamykam jej drzwi przed nosem. Spotkanie odbywa się nadal już przez nikogo nie zakłócane.
sobota, 13 marca 2010
Kurs czytania - czyli jak znaleźć wolny czas
Sposób pierwszy ( sprawdzony ) :
- idziemy do najbliższego punktu sprzedaży TV Sat, podpisujemy umowę na wszystkie możliwe programy, po czym montujemy zestaw, spinamy z telewizorkiem i do boju, pilot w jednej wena w drugiej, raj !!! Tu filmik, tu dokument, tu tańczą, tu śpiewają, a to się gonią, a to się łapią, jaja nie do wytrzymania. Sielanka trwa trzy miesiące, bo zajęci oglądaniem zapominamy ( dzięki bogu ) zapłacić. I co ? Dzięki niepamięci zyskujemy tyle czasu, że spokojnie wracamy do porzuconych książek, no i wena smakuje bardziej.
Sposób drugi ( sprawdzony ) :
- codzienna rutyna, rano mycie, czasami śniadanie, droga do pracy i tu zmarnowane 8 godzin ( ile można oglądać gołe baby w kompie ) . Marnując czas w pracy nie ma nawet możliwości pieniędzy zarabiać. Powrót do domu, obiad ( po 17 to już nie wiadomo co, bo na obiad późno a na kolację za wcześnie ). I co, pilot w jedną wena w drugą i do boju, tu tańczą tu się gonią a tam łapią. I co robimy ? Zwalniamy się z pracy zajmującej niepotrzebnie czas, bierzemy się za zarabianie pieniędzy a nie marnowanie potencjału własnego i w połączeni ze sposobem pierwszym możemy z weną w jednej i książką w drugiej kontynuować nasz marny żywot.
Sposób trzeci ( jeszcze nie sprawdzony, bardzo radykalny ) :
- pomijając sposób pierwszy, bo i tak nie będzie miał znaczenia, realizując plan drugi dodatkowo nie płacimy rachunków za prąd co będzie skutkowało brakiem internetu. Chociaż to chyba nie jest dobry pomysł. Trochę się zagalopowałem. Upssss.
Sposób czwarty ( częściowo sprawdzony ):
- Nowy Rok nastraja nas do podjęcia tak zwanych zobowiązań noworocznych, więc zaczynamy od lekcji angielskiego, kursu garncarstwa, kursu repasacji i wulkanizacji rajstop oraz obciągania guzików, dodatkowy chiński nie zaszkodzi, najłatwiej będzie z niego zrezygnować, bo i tak się go nie nauczymy. I co ? Do boju. Jeżeli nie wprowadziliśmy w życie sposobu pierwszego i drugiego, to i tak długo nie pociągniemy, więc po kolei porzucamy kursy i zajęcia dodatkowe, aż wreszcie w okolicach marca lądujemy w domu i mamy tyle czasu, że spokojnie sobie poczytamy. No i wena smakuje jak nigdy.
Sposoby można by mnożyć, więc nie narzekajmy na brak wolnego czasu.
Wiosna idzie, życie jest piękne !!!
PS.
Zapomniałem o kursie czytania, ale jak dobrnęliście do tego miejsca to po co Wam jakiś głupi kurs czytania, jeszcze zgodnie ze sposobem czwartym byście go porzucili, a wtedy było by mi przykro.
środa, 10 marca 2010
Horoskop - uniwersalny

Najbliższe parę miesięcy przyniesie Ci zmiany na lepsze i trochę na gorsze, w nowym tygodniu zwróć uwagę na finanse trochę przybędzie ale i trochę ubędzie, w domu ciągle dużo do zrobienia. Za to w miłości Mars spotka się z Wenus i będzie trochę lepiej ale nie przyzwyczajaj się bo może być gorzej, trzeba się starać. Zdrowie może trochę szwankować lecz się nie przejmuj bo niekoniecznie, zadbaj o dietę i ruch, alkohol wskazany lecz w rozsądnych ilościach. Wiosenne przesilenie przyniesie zmęczenie, z którym sobie świetnie poradzisz i już latem będziesz tryskać energią. Sex ................................................................ ( tak, tak, tak !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ) !
2 i 6 kwietnia uważaj przy przechodzeniu przez jezdnię, wzmożony ruch ze względu na święta.
A teraz prognoza pogody :
"Jak na Świętego Hieronima jest deszcz albo go nima, to na koniec listopada pada albo nie pada"
sobota, 13 lutego 2010
Ten pierwszy raz...
Obudziłem się pewnej niedzieli w domu po imprezie. Sam, bo ta jak zwykle po tego typu odwiedzinach moich znajomych ostentacyjnie wyprowadziła się do rodziców… Przywykłem do tego, ale stan domu krzyczał „wróć, posprzątaj mnie”.
Postanowiłem w pojedynkę stoczyć nierówną tę walkę , zacząłem tradycyjnie od zbiórki szkła i puszek, jako że wena lała się pod każdą postacią. Potem eksmisja kartonów po pizzy. Kto zjadł tyle tego? Powoli przesuwałem się w stronę kuchni . Szło to opornie jak krew z nosa… Skończone! Cały szczęśliwy idę się załatwić czyli oddać mocz do analizy, a tam zdziwienie i to okrutne. Stan toalety nie pozwala na przebywanie w niej dłużej niż pięć sekund. Bakterie w niej mieszkające rozbroiły by każdego terrorystę w pięć sekund, po kolejnych pięciu przejęły by kontrolę nad okolicą. Rano musiałem być jeszcze pijany, że tego nie widziałem… Szybki przegląd dziwnie wyglądających butelek i pojemników z chemikaliami stojącymi w łazience, i płyn do czyszczenia wc odnaleziony. Zabieram się do tego jak pies do jeża, ale co zrobić kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Pot leje się z czoła, nos odmawia współpracy z mózgiem i dobrze nawet. W wolnych chwilach trenuję bezdech. Bliski jestem reklamacji wczorajszej weny, ale jednak zwrotu nie będzie… Po wielu trudach skończyłem i nasuwa mi się jedna myśl:
„Domestos strasznie śmierdzi!”
„Domestos strasznie śmierdzi!”
czwartek, 11 lutego 2010
OLIMPIADA !!! - komentarz uniwersalny
Jest, już widać te wspaniałe ruchy, ten błysk zębów zaciśniętych na górnej wardze. Proszę Państwa !!! Sportowiec tej klasy nie może pozwolić sobie na błędy. Co za widok !!!! Kolorowy kombinezon, idealnie dopasowany do ciała, jak wspaniałe są te nowe technologie tak ułatwiające dokonywanie tych wyczynów. Pogoda cudowna, mróz zelżał a śniegu jak na lekarstwo to jednak nie przeszkadza w zdobywaniu takich wyników, ale wróćmy do konkurencji. Na trybunach wrzawa słychać gromkie HOP HOP, co za widok!!! co za widok !!! Emocje jakich dostarczają nam ci herosi sprawiają, że stajemy się lepsi. Spójrzmy jednak na tablicę wyników, ciągła rywalizacja i kolejne zmiany prowadzących, czy doczekamy się w końcu tego upragnionego medalu ??? Z tego, co mam nadzieję i Państwo widzicie szanse jeszcze istnieją. Wiatr wieje w plecy, to znaczy, że nie wieje w twarz co niektórym pomaga ale w ostatecznym rachunku przeszkadza. Co za widok !!! co za widok !!! Wszyscy są niezmordowani, lata treningów owocują na każdym kroku. Temperatura wzrosła chyba od dopingu a nie ze względu na brak mrozu występujący tu już od miesiąca. Można by tak bez końca i jak tu nie pić ???
środa, 10 lutego 2010
Wrażliwość...
Jako żem człek wrażliwy i na łzy kobiece patrzeć nie mogę, więc muszę wyjść z domu na piwo, aby widoku tego stresującego dla mnie nie oglądać.
Wracam pewnego dnia do domu a tam znowu płacz…
-O co chodzi?
Ryczy dalej…
-Co się stało? Powiedz!- przytulam.
Troszkę ciszej, ale dalej kwili…
-Nie denerwuj mnie ! Mów co się stało!- przestaje tulić.
Ryk staje się znowu głośniejszy.
-Na miłość boską MÓW!!!!
-Przestań ryczeć!
-Wkurzasz mnie coraz bardziej!
Ryczy jak wół już.
-Ty mnie wpędzisz w alkoholizm tym swoim rykiem!!!
Trzaskam drzwiami i wychodzę roztrzęsiony uspokoić nerwy weną w puszce lub butelce.
P.S. Specjalne podziękowania dla Sol, która podsunęła pomysła.
niedziela, 7 lutego 2010
Wiara w technikę.
Wracałem dzisiaj z Poznania do swego rodzinnego miasta Bydgoszczy. Warunki jakie teraz panują na drodze są wszystkim dobrze znane, ale na wszelki wypadek i ku potomności przypomnę: zima, temperatura ok. -10°C , zaspy na poboczu, droga zaśnieżona na maksa , tej!(fotografie autentycznie, przeze mnie podczas jazdy wykonane)
Jadę sobie spokojnie przez pola, ledwo, ledwo, nie spieszy mi się. Po cóż mam pędzić jak nikt w domu na mnie nie czeka, a jakby czekał (a mam nadzieję, że niedługo będzie) to tym bardziej bym nie pędził, żeby wrócić w jednym kawałku.
Od czasu do czasu spoglądam w lusterko wsteczne, mam taki nawyk, ułatwia to często jazdę i pozwala stwierdzić czy nikt mnie nie śledzi…
W pewnym momencie właśnie w nim zobaczyłem zbliżające się szybko do mnie ksenony, jakaś niekoniecznie lepsza fura mnie dogania, gdyż teraz byle dureń może je mieć. Lecz ja nadal jadę spokojnie, tym bardziej że na pokładzie śpią chłopaki z akcji WPŻ ( Wódko Pozwól Żyć). Po co budzić zmęczonych biedaków, w końcu z pracy wracają.
Jednak okazało się, że to lepsza fura. Całkiem na oko nowy mesiu. Wyprzedził mnie bez problemów i pomknął dalej. Fakt piękna, długa prosta…
Zniknął w oddali, lecz na pierwszym zakręcie dogoniłem go, wpadł do rowu. Podjechałem powoli, facet lata wokół mesia z komórką przy głowie, więc pewnie wzywa pomoc. Ale na wszelki wypadek stanąłem i pytam:
-Czy coś się stało? Może pomóc?
A on mi na to:
-ESP!!! ABS!!!ASR!!! Nowiutkie opony zimowe!!! Nie rozumiem…- i bezradnie rozkłada ręce
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem, ale on całkiem poważnie. Zamknąłem okno i odjechałem.
Byłem tylko ciekaw czy złoży reklamacje na „popsute” opony zimowe…
piątek, 5 lutego 2010
Znowu makaron... ;)
Spróbujemy udowodnić, że Polaki nie tylko piją, ale i zjeść lubieją.
Po udanych zakupach za kwotę niebagatelną następujących produktów:
-10szt weny w puszce (Jak 10??? przecież kupiliśmy 12-powiedział Wojtek)
-paczki makaronu farfale
-10dkg sera gorgonzola
-0,5l śmietanki słodkiej 30%
A te ingredencje w domu naszym były już nabyte za gotówkie:
-boczek
-czosnek
-Grand Padano
-ser feta
-ser żólty Królewski (akcent polski)
Makaron gotujemy wg tajemnego przepisu zawartego na opakowaniu jego ( al dente-co nie jest chorobą ani brzydkim słowem).
Boczek pięknie i wykwitnie smażymy na oliwie z oliwek w towarzystwie polskiego czosnku (chiński nie ma tego aromatu i smaku). W tym samym czasie rozpuszczamy w śmietanie ser Gorgonazola, fete i Królewski, przyprawiamy odrobiną gałki, może być muszkatołowa ( najlepiej świeżo otarta na małej tareczce, którą lubimy za to, że jest). Kiedy śmietanowo-serowy sos zgęstnieje lub zredukuje objętość ( jak kto woli) dodajemy podsmażony boczuś z czosneczkiem, dusimy to razem chwilkę niewielką.
Makaron po zahartowaniu tytłamy w sosiku. Przyprawiamy świeżo zmielonym pieprzem, dekorujemy listkiem zielonym. Nakładamy każdemu ile kce i żremy ile wlezie.
-O kurde! Jakie to je dobre!
Do dania naszego pasuje jak ulał nalewka z parówki zwana "Parówkówką" i oczywiście wena w puszce lub butelce.
Po udanych zakupach za kwotę niebagatelną następujących produktów:
-10szt weny w puszce (Jak 10??? przecież kupiliśmy 12-powiedział Wojtek)
-paczki makaronu farfale
-10dkg sera gorgonzola
-0,5l śmietanki słodkiej 30%
A te ingredencje w domu naszym były już nabyte za gotówkie:
-boczek
-czosnek
-Grand Padano
-ser feta
-ser żólty Królewski (akcent polski)
Makaron gotujemy wg tajemnego przepisu zawartego na opakowaniu jego ( al dente-co nie jest chorobą ani brzydkim słowem).
Boczek pięknie i wykwitnie smażymy na oliwie z oliwek w towarzystwie polskiego czosnku (chiński nie ma tego aromatu i smaku). W tym samym czasie rozpuszczamy w śmietanie ser Gorgonazola, fete i Królewski, przyprawiamy odrobiną gałki, może być muszkatołowa ( najlepiej świeżo otarta na małej tareczce, którą lubimy za to, że jest). Kiedy śmietanowo-serowy sos zgęstnieje lub zredukuje objętość ( jak kto woli) dodajemy podsmażony boczuś z czosneczkiem, dusimy to razem chwilkę niewielką.
Makaron po zahartowaniu tytłamy w sosiku. Przyprawiamy świeżo zmielonym pieprzem, dekorujemy listkiem zielonym. Nakładamy każdemu ile kce i żremy ile wlezie.
-O kurde! Jakie to je dobre!
Do dania naszego pasuje jak ulał nalewka z parówki zwana "Parówkówką" i oczywiście wena w puszce lub butelce.
Czekamy na autobus.
Pora późna albo wczesna, jak kto woli. Inaczej mówiąc – środek
nocy. Ale jak tu iść spać, jak wracając z grilla od jednych znajomych, spotyka się pod nocnym drugich znajomych wracających z imienin od jeszcze innych znajomych? Polak by nie był Polakiem, każda okazja dobra, nocny pod nosem… Zapuszkowana wena zakupiona. Tylko usiąść nie ma gdzie…
Ale się ławeczka znalazła, zadaszona nawet, pełna kultura, puszki po opróżnieniu lądują do stojącego obok kosza. I siedzą dalej, i gadają, i rozstać się nie mogą. Z nagła coś podjeżdża, zaświeciło, zahałasowało…
- Dobry wieczór, dokumenty proszę.
Dziękuję, mam ochotę odpowiedzieć, ale mam własne, ale jak na złość nie mam, bo kto bierze dokumenty na grilla? Żeby zgubić? Nikt nie ma dokumentów, pan władza zły widocznie, pyta:
- Co państwo tu robią?
Ktoś otrzeźwiawszy i oceniwszy otoczenie odpowiada bystro:
- Czekamy na autobus.
nocy. Ale jak tu iść spać, jak wracając z grilla od jednych znajomych, spotyka się pod nocnym drugich znajomych wracających z imienin od jeszcze innych znajomych? Polak by nie był Polakiem, każda okazja dobra, nocny pod nosem… Zapuszkowana wena zakupiona. Tylko usiąść nie ma gdzie…
Ale się ławeczka znalazła, zadaszona nawet, pełna kultura, puszki po opróżnieniu lądują do stojącego obok kosza. I siedzą dalej, i gadają, i rozstać się nie mogą. Z nagła coś podjeżdża, zaświeciło, zahałasowało…
- Dobry wieczór, dokumenty proszę.
Dziękuję, mam ochotę odpowiedzieć, ale mam własne, ale jak na złość nie mam, bo kto bierze dokumenty na grilla? Żeby zgubić? Nikt nie ma dokumentów, pan władza zły widocznie, pyta:
- Co państwo tu robią?
Ktoś otrzeźwiawszy i oceniwszy otoczenie odpowiada bystro:
- Czekamy na autobus.
wtorek, 2 lutego 2010
Nalewka na zimę... "Parówkówka"
Zima czyli brak świeżych owoców i innych świeżych zmusił nas do szukania nowych pomysłów na wykwintną nalewkie, gdyż wszystkie dotychczasowe się już dawno wyczerpały.
Do wykonania naszej super, nowej nalewki potrzebujemy :
1. Butelkie
2. Parówkie
3. Śpirytus
4. Wena w puszce lub w butelce
W butielkie wtykamy parówkie palcem środkowym uważając, żeby nie utknął w szyjce ( palec ) i zalewamy spirytusem. Czekamy ok. pół godziny i wypijamy duszkiem.
Jeśli chcemy wykonać serdelówkie lub salcesonówkie potrzebny bedzie słoik z dużym łotworem. Amen....
P.S. Jak wytrzeźwiejemy podamy wam sposób na kaszankówkie z cebulkom albo sami.
Do wykonania naszej super, nowej nalewki potrzebujemy :
1. Butelkie
2. Parówkie
3. Śpirytus
4. Wena w puszce lub w butelce
W butielkie wtykamy parówkie palcem środkowym uważając, żeby nie utknął w szyjce ( palec ) i zalewamy spirytusem. Czekamy ok. pół godziny i wypijamy duszkiem.
Jeśli chcemy wykonać serdelówkie lub salcesonówkie potrzebny bedzie słoik z dużym łotworem. Amen....
P.S. Jak wytrzeźwiejemy podamy wam sposób na kaszankówkie z cebulkom albo sami.
Usiłowanie spożycia.
Upalny letni dzień, niech będzie że sobota. I że żona wysłała po zakupy. Przy okazji zakupiona została wena w butelce z lodówki. Żar z nieba się leje, to przysiada znużony małżonek na ławeczce. Pyk zapalniczką i kapsel piękną parabolą przemierza przestrzeń powietrzną nad chodnikiem. Spada. Zaciekawione gołębię podfruwają. On siedzi i patrzy jak bezmózgie ptaki dziobią z nadzieją wilgotny kapsel. Pogrążony w ornitologii nie zauważa nadejścia ssaków...
- Dzień dobry! Dokumenty proszę.
- Hę?
- Będzie mandacik. Pisz, Heniu: za spożywanie w miejscu publicznym alkoholu.
- Ale ja nie pije. Otwarłem tylko.
- Heniu, pisz: za usiłowanie spożycia...
poniedziałek, 1 lutego 2010
środa, 27 stycznia 2010
Zostań blogerem roku!
Nie martwmy się, że nikt na nas nie głosuje, gdyż ludzie nie mają pieniędzy na głupoty. Jeśli chcesz być kimś musisz sam o to zadbać.
Do zadbania o siebie (czyt. zostaniem blogerem roku) potrzebne jest:-rower,
-zdrowie,
-trochę wolnego czasu.
Wsiadamy na rower, następnie udajemy się niezwołcznie w kierunku najbliższego salonu Play. Pobieramy darmowy starter dla siebie , dziewczyny i dla kogo nam jeszcze dadzą.
Po czym udajemy się do kolejnego salonu Play, gdzie pobieramy darmowy starter dla siebie, dziewczyny i dla kogo nam jeszcze dadzą. Czynność tę powtarzamy aż do uzyskania minimum 300 starterów. W drodzę do domu zakupujemy wenę w puszcze (może być w butelce) w ilości szt. minimum 4. Telefon podłączamy do ładowarki lub ładowaczki ( zależy od firmy) aby w trakcie walki o tytuł nie zabrakło prądu. Wysyłamy z każdego startera po 2 smsy , co daje nam ilość szt. 600. Nikt takiego wyniku jeszcze nie osiągnął.
Życzymy powodzenia!
sobota, 23 stycznia 2010
Polacy przyjechali, Polacy muszą wypić!
Subskrybuj:
Posty (Atom)















