Przykład płynie z góry. Nie ma się co dziwić polskiemu społeczeństwu, że w ramach protestu przeciwko brakowi dobrych kandydatów, unika chodzenia na wybory. Ruch Paliptoka opuścił salę sejmową, bo nie chciał wybierać między dżumą a tyfusem. Lewica i Solidarna Polska wolały nie dźwigać zadków z foteli i zagłosować na "nie wiem".
A przed wyborami rozdmuchiwane są (za nasze pieniądze) kampanie społeczne nawołujące do atakowania punktów wyborczych stadami i oddawania głosu na kogokolwiek, bo głos nieoddany jest głosem straconym. Patrząc na frekwencję kampanie te nie przynoszą rezultatu - większość społeczeństwa wstrzymuje się od głosu.
Niestety, nadal najskuteczniejszą kampanią pt. "Głosujcie, ludzie!" są kazania w kościołach. A że głosowanie w niedzielę, to jeden czy drugi moher zalicza trasę kościół-lokal, żeby rydzykowe błogosławieństwo przenieść na liczebność PISu w ławach sejmowych.
A tak przy okazji: w USA jest 100 senatorów i 435 członków Izby Reprezentantów (tamtejszego sejmu). Według Wikipedii w lipcu 2012 USA zamieszkiwało 413,3 miliona ludzi. W przeliczeniu na jednego kongresmena przypada ponad 772 tysiące mieszkańców.
W 38 milionowej Polsce współczynnik ten wynosi prawie 75 tysięcy...
Zachowując proporcje z USA w Polsce darmozjadów z obu izb powinno być 55. Oszczędności poczynione na wypłatach dla parlamentarzystów, utrzymywaniu biur poselskich, itp, itd w ciągu kilku lat załatałyby dziurę budżetową.
Z opracowania firmy Sedlak & Sedlak wynika, że uposażenie posła w USA jest 4,85 raza większe (przy ponad dziesięciokrotnie większej liczbie ludności) niż w Polsce. I tak USA jest na 4 miejscu na świecie, jeżeli chodzi o wysokość wynagrodzenia parlamentarzysty. Polska nie mieści się w pierwszej 10, ale i tak jesteśmy w światowej czołówce, zajmując 14 miejsce spośród ponad 200.
Idąc dalej tym tropem: w USA pensja kongresmena jest 3,2 raza wyższa, niż średnia krajowa wypłata (miejsce 3 na świecie). W Polsce poseł zarabia 2,8 średniej krajowej (tu zajmujemy miejsce w pobliżu podium, bo 5).
Rodzi się pytanie, czy nas stać na taki luksus jak utrzymywanie prawie sześciu setek nierobów w garniturach i garsonkach oraz cały ich dwór w postaci asystentów, sekretarek z biur poselskich, szoferów i babć klozetowych?
Patrząc na nienajgorsze amerykańskie prawo i stan gospodarki jeden poseł na 700 tysięcy mieszkańców w zupełności wystarcza. Czyli u nas wystarczyłoby ich 54. Roczne oszczędności to 720 milionów PLN na samych poselskich dietach... Aż się wierzyć nie chce...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
sobota, 9 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
Nie lubię PISu
"Czasami człowiek musi, inaczej się udusi."
Mnie czasami tak duszą myśli niewypowiedziane. Z dziedzin różnych. Tak jak dzisiaj. Zaczęło się od tego oto obrazka na twarzoksiążce (podsuniętego mi przez Ojca Dyrektora - mojego MUMa*):niedziela, 24 października 2010
Polityka nienawiści.
Tadeusz Rydzyk w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" komentując ostatnie wydarzenia związane z zabójstwem w Łodzi stwierdził, że: to jest zamach na prawdę, na pokój, na Naród. Mówią miłość - a to jest nienawiść. Mówią pokój - a to jest wojna. Rzeczywistość, którą George Orwell opisał w swojej powieści "Rok 1984", spełnia się w naszych czasach. Musimy wrócić do prawdy, do poszanowania człowieka. Inaczej to będzie piekło na ziemi. Jeżeli Naród nie zmądrzeje, nie przebudzi się i nie będzie budował merytorycznie na prawdzie i miłości, skutki będą tragiczne.
Nie wiem czy sens ma komentować wypowiedź owego człowieka, szczególnie teraz gdy obóz polityczny z nim związany mówi tyle o zaprzestaniu "polityki nienawiści", która podobno jest im obca zarówno światopoglądowo jak i z punktu widzenia czysto ludzkiego.
Wydaje mi się, że obie partie , mam na myśli PO i PiS, prowadzą wojnę na słowa, która ma za zadania zradykalizowanie naszego społeczeństwa zamiast działać na naród stabilizująco. Czy pierwszy był Donald Tusk i jego "moherowa koalicja"? Czy może prezes PiS i jego "my jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO"? Nie wiem i trudno to teraz bezsprzecznie rozstrzygnąć. Wiem, że prezes zawsze dążył do konfrontacji politycznej ze swoimi prawdziwymi czy wymyślonymi przeciwnikami, zaczęło się kiedyś od palenia kukły urzędującego prezydenta Wałęsy. Prezes nie ma jakiegoś większego planu politycznego (a przynajmniej takiego, który by się znacząco różnił od PO), najlepiej czuje się w ciągłej walce. Jeśli nie ma przeciwnika to go sobie stwarza.
Politycy PO oczywiście nie są bez winy, nie będę ich cytował, bo cały czas to robią w mediach politycy PiS, więc wszyscy znają to na pamięć.
Ręka do zgody została wyciągnięta. A czy PiS (czyt. prezes) ją uściśnie, czy tylko będzie mnożył warunki, które pozwolą jak najdłużej ciągnąć wojnę szkodzącą Polsce to już inna sprawa.
Mam nadzieję, że tragiczne wydarzenia w Łodzi skłonią do refleksji, a nie będą tylko wodą na młyn polityków, którzy chcą jątrzyć, a nie budować Polskę.
Przypomnę hasło wyborcze Jarosława Kaczyńskiego z kampanii prezydenckiej "Polska jest najważniejsza.", ale wtedy on był na proszkach...
Nie wiem czy sens ma komentować wypowiedź owego człowieka, szczególnie teraz gdy obóz polityczny z nim związany mówi tyle o zaprzestaniu "polityki nienawiści", która podobno jest im obca zarówno światopoglądowo jak i z punktu widzenia czysto ludzkiego.
Wydaje mi się, że obie partie , mam na myśli PO i PiS, prowadzą wojnę na słowa, która ma za zadania zradykalizowanie naszego społeczeństwa zamiast działać na naród stabilizująco. Czy pierwszy był Donald Tusk i jego "moherowa koalicja"? Czy może prezes PiS i jego "my jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO"? Nie wiem i trudno to teraz bezsprzecznie rozstrzygnąć. Wiem, że prezes zawsze dążył do konfrontacji politycznej ze swoimi prawdziwymi czy wymyślonymi przeciwnikami, zaczęło się kiedyś od palenia kukły urzędującego prezydenta Wałęsy. Prezes nie ma jakiegoś większego planu politycznego (a przynajmniej takiego, który by się znacząco różnił od PO), najlepiej czuje się w ciągłej walce. Jeśli nie ma przeciwnika to go sobie stwarza.
Politycy PO oczywiście nie są bez winy, nie będę ich cytował, bo cały czas to robią w mediach politycy PiS, więc wszyscy znają to na pamięć.
Ręka do zgody została wyciągnięta. A czy PiS (czyt. prezes) ją uściśnie, czy tylko będzie mnożył warunki, które pozwolą jak najdłużej ciągnąć wojnę szkodzącą Polsce to już inna sprawa.
Mam nadzieję, że tragiczne wydarzenia w Łodzi skłonią do refleksji, a nie będą tylko wodą na młyn polityków, którzy chcą jątrzyć, a nie budować Polskę.
Przypomnę hasło wyborcze Jarosława Kaczyńskiego z kampanii prezydenckiej "Polska jest najważniejsza.", ale wtedy on był na proszkach...
sobota, 19 czerwca 2010
Cisza przedwyborcza...
Niestety trwa cisza przedwyborcza, więc nie mogę opisać błyskotliwych historii naszych szanowanych kandydatów.
Postanowiłem dziś z innej beczki. :)

Podobno widziano Jezusa jak wychodził z IPN i mruczał pod nosem:
A ja dwa tysiące lat myślałem, że to Judasz...
P.S. Jutro cały dzień trwa "Jeden z dziesięciu". Zapraszam do głosowania, aby nie było back up Prezydenta...
Postanowiłem dziś z innej beczki. :)

Podobno widziano Jezusa jak wychodził z IPN i mruczał pod nosem:
A ja dwa tysiące lat myślałem, że to Judasz...
P.S. Jutro cały dzień trwa "Jeden z dziesięciu". Zapraszam do głosowania, aby nie było back up Prezydenta...
piątek, 16 kwietnia 2010
WIOSNA !!!!!!
Przyszła wiosna radosna, miło się wybrać na spacer do lasu, a oto zdjęcia pierwszych kwiatków. Sieją je debile, których jak bym dorwał to ręce bym poobcinał. Nigdy nie zrozumiem dlaczego tacy kretyni wywożą to do lasu, jak szkoda im pieniędzy na firmę sprzątającą to niech podrzucą to pod śmietnik na jakimś osiedlu.
poniedziałek, 15 marca 2010
Nocne Polaków spotkania.
Dzień tygodnia nie pamiętam jaki, noc, dla ułatwienia niech będzie środa. Wpadli znajomi i przynieśli sami wiecie co. Muzyka głośna jak to po spożyciu weny… Zabawa przednia toczy się niczym nie zakłócona. Ni stąd, ni z owąd wdziera się jakiś natrętny dźwięk i mąci doskonałą harmonię głośniej rozmowy i muzyki. Marek mówi:
-To chyba dzwonek.
I jak rasowy Polak zatacza się rączo w stronę drzwi. Ktoś bardziej rozgarnięty krzyczy:
-Nie otwieraj!- i ścisza muzę.
Za późno… Otworzył… Lecę mu na pomoc, bo chłopak młody i w rozmowach z abstynentami nie obyty.
-Dzień dobry- mówię nie wiedząc nawet do kogo. Przecieram oczy ze zdziwienia, a tam gruba baba i jakiś facio z wąsem w granatowych mundurach. Ostatnio oglądałem film przedwojenny, ale wtedy Policja jakoś inaczej wyglądała. Tak… To niestety chluba naszego narodu, kwiat tych co oblali egzaminy do Policji Państwowej, Straż Miejska lub Gminna, zależy od miejsca spożywania.
Baba przemówiła:
-Czy wie pan, która godzina?
-A co pani zegarka nie ma?
I z uśmiechem zamykam jej drzwi przed nosem. Spotkanie odbywa się nadal już przez nikogo nie zakłócane.
sobota, 13 marca 2010
Kurs czytania - czyli jak znaleźć wolny czas
Sposób pierwszy ( sprawdzony ) :
- idziemy do najbliższego punktu sprzedaży TV Sat, podpisujemy umowę na wszystkie możliwe programy, po czym montujemy zestaw, spinamy z telewizorkiem i do boju, pilot w jednej wena w drugiej, raj !!! Tu filmik, tu dokument, tu tańczą, tu śpiewają, a to się gonią, a to się łapią, jaja nie do wytrzymania. Sielanka trwa trzy miesiące, bo zajęci oglądaniem zapominamy ( dzięki bogu ) zapłacić. I co ? Dzięki niepamięci zyskujemy tyle czasu, że spokojnie wracamy do porzuconych książek, no i wena smakuje bardziej.
Sposób drugi ( sprawdzony ) :
- codzienna rutyna, rano mycie, czasami śniadanie, droga do pracy i tu zmarnowane 8 godzin ( ile można oglądać gołe baby w kompie ) . Marnując czas w pracy nie ma nawet możliwości pieniędzy zarabiać. Powrót do domu, obiad ( po 17 to już nie wiadomo co, bo na obiad późno a na kolację za wcześnie ). I co, pilot w jedną wena w drugą i do boju, tu tańczą tu się gonią a tam łapią. I co robimy ? Zwalniamy się z pracy zajmującej niepotrzebnie czas, bierzemy się za zarabianie pieniędzy a nie marnowanie potencjału własnego i w połączeni ze sposobem pierwszym możemy z weną w jednej i książką w drugiej kontynuować nasz marny żywot.
Sposób trzeci ( jeszcze nie sprawdzony, bardzo radykalny ) :
- pomijając sposób pierwszy, bo i tak nie będzie miał znaczenia, realizując plan drugi dodatkowo nie płacimy rachunków za prąd co będzie skutkowało brakiem internetu. Chociaż to chyba nie jest dobry pomysł. Trochę się zagalopowałem. Upssss.
Sposób czwarty ( częściowo sprawdzony ):
- Nowy Rok nastraja nas do podjęcia tak zwanych zobowiązań noworocznych, więc zaczynamy od lekcji angielskiego, kursu garncarstwa, kursu repasacji i wulkanizacji rajstop oraz obciągania guzików, dodatkowy chiński nie zaszkodzi, najłatwiej będzie z niego zrezygnować, bo i tak się go nie nauczymy. I co ? Do boju. Jeżeli nie wprowadziliśmy w życie sposobu pierwszego i drugiego, to i tak długo nie pociągniemy, więc po kolei porzucamy kursy i zajęcia dodatkowe, aż wreszcie w okolicach marca lądujemy w domu i mamy tyle czasu, że spokojnie sobie poczytamy. No i wena smakuje jak nigdy.
Sposoby można by mnożyć, więc nie narzekajmy na brak wolnego czasu.
Wiosna idzie, życie jest piękne !!!
PS.
Zapomniałem o kursie czytania, ale jak dobrnęliście do tego miejsca to po co Wam jakiś głupi kurs czytania, jeszcze zgodnie ze sposobem czwartym byście go porzucili, a wtedy było by mi przykro.
piątek, 26 lutego 2010
Jak stracić kolegę...
Życie i nasze prywatne obserwacje doprowadziły nas do jednego prostego wniosku:
Nie pomagaj koledze, bo go stracisz!
Przykład pierwszy:
Pożycz pieniądze kumplowi i zażądaj zwrotu. Na pewno się obrazi i wymyśli tysiące powodów żeby ich nie oddawać. Po czym kontakt się urywa na długie lata.
Przykład drugi:
Powiedz koledze, że go zdradza żona o czym wszyscy wiedzą oprócz niego. Tu stawiasz się w szczególnie trudnej sytuacji, stajesz się donosicielem i kłamcą, gdyż niewierna kobieta wie jak rozmawiać ze swoim mężem i jak zapewnić go o swojej "wierności". Po czym kontakt się urywa na zawsze...
Przykład trzeci:
Spróbuj powiedzieć kumplowi, który jest alkoholikiem, że nim jest. Oczywiście kategorycznie zaprzeczy i wybierze towarzystwo tych co nie chcą pomóc (czyt. innych alkoholików). Po czym kontakt urywa się do pierwszego chlania...
Przykład czwarty:
Patrz przykład trzeci tylko dotyczy narkotyków. Jednak w tym przypadku masz do czynienia z całą rodziną przyjaciela, która się na Ciebie obrazi nie dopuszczając takiej myśli do siebie.
Pytanie brzmi:
Czy warto być szczerymi i mieć tylko kilku prawdziwych przyjaciół? Czy lepiej żyć w obłudzie i mieć święty spokój, aczkolwiek wielu kolegów.
A prawdziwy przyjaciel wygląda tak:
Pożyczy pieniądze i odda.
Namierzy żonę czy cię zdradza, powie ci o tym( oby nie zdradzała), kupi flaszkie i wypijecie ją razem.
Ciekawe jak to wygląda z damskiego punktu widzenia...
Nie pomagaj koledze, bo go stracisz!
Przykład pierwszy:
Pożycz pieniądze kumplowi i zażądaj zwrotu. Na pewno się obrazi i wymyśli tysiące powodów żeby ich nie oddawać. Po czym kontakt się urywa na długie lata.
Przykład drugi:
Powiedz koledze, że go zdradza żona o czym wszyscy wiedzą oprócz niego. Tu stawiasz się w szczególnie trudnej sytuacji, stajesz się donosicielem i kłamcą, gdyż niewierna kobieta wie jak rozmawiać ze swoim mężem i jak zapewnić go o swojej "wierności". Po czym kontakt się urywa na zawsze...
Przykład trzeci:
Spróbuj powiedzieć kumplowi, który jest alkoholikiem, że nim jest. Oczywiście kategorycznie zaprzeczy i wybierze towarzystwo tych co nie chcą pomóc (czyt. innych alkoholików). Po czym kontakt urywa się do pierwszego chlania...
Przykład czwarty:
Patrz przykład trzeci tylko dotyczy narkotyków. Jednak w tym przypadku masz do czynienia z całą rodziną przyjaciela, która się na Ciebie obrazi nie dopuszczając takiej myśli do siebie.
Pytanie brzmi:
Czy warto być szczerymi i mieć tylko kilku prawdziwych przyjaciół? Czy lepiej żyć w obłudzie i mieć święty spokój, aczkolwiek wielu kolegów.
A prawdziwy przyjaciel wygląda tak:
Pożyczy pieniądze i odda.
Namierzy żonę czy cię zdradza, powie ci o tym( oby nie zdradzała), kupi flaszkie i wypijecie ją razem.
Ciekawe jak to wygląda z damskiego punktu widzenia...
niedziela, 14 lutego 2010
Myśli zakochane.
„Czym jest miłość, jaki jest jej sens. Jeśli tylko szczęście widzieć chcesz. Mów do mnie szeptem. Co dalej jest? Co dalej jest?” Chłopcy z Placu Broni
Tak się ostatnio zastanawiam, bo jestem szczęśliwie zakochany, nie po raz pierwszy, ale mam nadzieję ostatni i nie dlatego, że kochać nie będę, ale dlatego, że kogoś innego już nie chcę, jaki jest sens miłości i po co kochamy…
Nigdy nie prosiłem o miłość, nigdy nie kochałem bez wzajemności, nigdy nie planowałem przyszłości, nigdy nie kochałem tak. Patrząc w przeszłość i czerpiąc z doświadczeń , nie tylko swoich, uważam, że miłość jest motorem napędowym naszego istnienia, że bez niej świat byłby szary i jałowy, że ona nadaje nam sens życia i tylko po to się urodziliśmy by kochać, i być kochanym. Może ckliwie piszę, ale tak myślę.
Nie miałem zbytnich skrupułów w życiu, robiłem to co dla mnie było najlepsze nie patrząc na innych ludzi. Ale ostatnio coś się we mnie zmieniło, zwalniam przed pasami dla pieszych, uśmiecham się do ludzi, cieszy mnie każda głupota, listek spadający z drzewa, mróz za oknem, dziurawy baniak na paliwo, jest tego pełno. Żyje głupotami, dostałem jakby zastrzyk energii, staram się robić tak by nie tylko mnie było dobrze, by nam było jak najlepiej (nam czyli jej, mi i bachorkom ).
Nie miałem zbytnich skrupułów w życiu, robiłem to co dla mnie było najlepsze nie patrząc na innych ludzi. Ale ostatnio coś się we mnie zmieniło, zwalniam przed pasami dla pieszych, uśmiecham się do ludzi, cieszy mnie każda głupota, listek spadający z drzewa, mróz za oknem, dziurawy baniak na paliwo, jest tego pełno. Żyje głupotami, dostałem jakby zastrzyk energii, staram się robić tak by nie tylko mnie było dobrze, by nam było jak najlepiej (nam czyli jej, mi i bachorkom ).
„A wszystko to, bo Ciebie kocham” Śmich Troje
Kto nie kochał, nigdy mnie nie zrozumie…
A Wam wszystkim życzę takiej miłości jaka mnie spotkała!
No i żegnam się staropolski „Happy Valentine’s Day” ;)
Sol :*
sobota, 13 lutego 2010
Ten pierwszy raz...
Obudziłem się pewnej niedzieli w domu po imprezie. Sam, bo ta jak zwykle po tego typu odwiedzinach moich znajomych ostentacyjnie wyprowadziła się do rodziców… Przywykłem do tego, ale stan domu krzyczał „wróć, posprzątaj mnie”.
Postanowiłem w pojedynkę stoczyć nierówną tę walkę , zacząłem tradycyjnie od zbiórki szkła i puszek, jako że wena lała się pod każdą postacią. Potem eksmisja kartonów po pizzy. Kto zjadł tyle tego? Powoli przesuwałem się w stronę kuchni . Szło to opornie jak krew z nosa… Skończone! Cały szczęśliwy idę się załatwić czyli oddać mocz do analizy, a tam zdziwienie i to okrutne. Stan toalety nie pozwala na przebywanie w niej dłużej niż pięć sekund. Bakterie w niej mieszkające rozbroiły by każdego terrorystę w pięć sekund, po kolejnych pięciu przejęły by kontrolę nad okolicą. Rano musiałem być jeszcze pijany, że tego nie widziałem… Szybki przegląd dziwnie wyglądających butelek i pojemników z chemikaliami stojącymi w łazience, i płyn do czyszczenia wc odnaleziony. Zabieram się do tego jak pies do jeża, ale co zrobić kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Pot leje się z czoła, nos odmawia współpracy z mózgiem i dobrze nawet. W wolnych chwilach trenuję bezdech. Bliski jestem reklamacji wczorajszej weny, ale jednak zwrotu nie będzie… Po wielu trudach skończyłem i nasuwa mi się jedna myśl:
„Domestos strasznie śmierdzi!”
„Domestos strasznie śmierdzi!”
czwartek, 11 lutego 2010
OLIMPIADA !!! - komentarz uniwersalny
Jest, już widać te wspaniałe ruchy, ten błysk zębów zaciśniętych na górnej wardze. Proszę Państwa !!! Sportowiec tej klasy nie może pozwolić sobie na błędy. Co za widok !!!! Kolorowy kombinezon, idealnie dopasowany do ciała, jak wspaniałe są te nowe technologie tak ułatwiające dokonywanie tych wyczynów. Pogoda cudowna, mróz zelżał a śniegu jak na lekarstwo to jednak nie przeszkadza w zdobywaniu takich wyników, ale wróćmy do konkurencji. Na trybunach wrzawa słychać gromkie HOP HOP, co za widok!!! co za widok !!! Emocje jakich dostarczają nam ci herosi sprawiają, że stajemy się lepsi. Spójrzmy jednak na tablicę wyników, ciągła rywalizacja i kolejne zmiany prowadzących, czy doczekamy się w końcu tego upragnionego medalu ??? Z tego, co mam nadzieję i Państwo widzicie szanse jeszcze istnieją. Wiatr wieje w plecy, to znaczy, że nie wieje w twarz co niektórym pomaga ale w ostatecznym rachunku przeszkadza. Co za widok !!! co za widok !!! Wszyscy są niezmordowani, lata treningów owocują na każdym kroku. Temperatura wzrosła chyba od dopingu a nie ze względu na brak mrozu występujący tu już od miesiąca. Można by tak bez końca i jak tu nie pić ???
środa, 10 lutego 2010
Wrażliwość...
Jako żem człek wrażliwy i na łzy kobiece patrzeć nie mogę, więc muszę wyjść z domu na piwo, aby widoku tego stresującego dla mnie nie oglądać.
Wracam pewnego dnia do domu a tam znowu płacz…
-O co chodzi?
Ryczy dalej…
-Co się stało? Powiedz!- przytulam.
Troszkę ciszej, ale dalej kwili…
-Nie denerwuj mnie ! Mów co się stało!- przestaje tulić.
Ryk staje się znowu głośniejszy.
-Na miłość boską MÓW!!!!
-Przestań ryczeć!
-Wkurzasz mnie coraz bardziej!
Ryczy jak wół już.
-Ty mnie wpędzisz w alkoholizm tym swoim rykiem!!!
Trzaskam drzwiami i wychodzę roztrzęsiony uspokoić nerwy weną w puszce lub butelce.
P.S. Specjalne podziękowania dla Sol, która podsunęła pomysła.
niedziela, 7 lutego 2010
Wiara w technikę.
Wracałem dzisiaj z Poznania do swego rodzinnego miasta Bydgoszczy. Warunki jakie teraz panują na drodze są wszystkim dobrze znane, ale na wszelki wypadek i ku potomności przypomnę: zima, temperatura ok. -10°C , zaspy na poboczu, droga zaśnieżona na maksa , tej!(fotografie autentycznie, przeze mnie podczas jazdy wykonane)
Jadę sobie spokojnie przez pola, ledwo, ledwo, nie spieszy mi się. Po cóż mam pędzić jak nikt w domu na mnie nie czeka, a jakby czekał (a mam nadzieję, że niedługo będzie) to tym bardziej bym nie pędził, żeby wrócić w jednym kawałku.
Od czasu do czasu spoglądam w lusterko wsteczne, mam taki nawyk, ułatwia to często jazdę i pozwala stwierdzić czy nikt mnie nie śledzi…
W pewnym momencie właśnie w nim zobaczyłem zbliżające się szybko do mnie ksenony, jakaś niekoniecznie lepsza fura mnie dogania, gdyż teraz byle dureń może je mieć. Lecz ja nadal jadę spokojnie, tym bardziej że na pokładzie śpią chłopaki z akcji WPŻ ( Wódko Pozwól Żyć). Po co budzić zmęczonych biedaków, w końcu z pracy wracają.
Jednak okazało się, że to lepsza fura. Całkiem na oko nowy mesiu. Wyprzedził mnie bez problemów i pomknął dalej. Fakt piękna, długa prosta…
Zniknął w oddali, lecz na pierwszym zakręcie dogoniłem go, wpadł do rowu. Podjechałem powoli, facet lata wokół mesia z komórką przy głowie, więc pewnie wzywa pomoc. Ale na wszelki wypadek stanąłem i pytam:
-Czy coś się stało? Może pomóc?
A on mi na to:
-ESP!!! ABS!!!ASR!!! Nowiutkie opony zimowe!!! Nie rozumiem…- i bezradnie rozkłada ręce
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem, ale on całkiem poważnie. Zamknąłem okno i odjechałem.
Byłem tylko ciekaw czy złoży reklamacje na „popsute” opony zimowe…
środa, 27 stycznia 2010
Zostań blogerem roku!
Nie martwmy się, że nikt na nas nie głosuje, gdyż ludzie nie mają pieniędzy na głupoty. Jeśli chcesz być kimś musisz sam o to zadbać.
Do zadbania o siebie (czyt. zostaniem blogerem roku) potrzebne jest:-rower,
-zdrowie,
-trochę wolnego czasu.
Wsiadamy na rower, następnie udajemy się niezwołcznie w kierunku najbliższego salonu Play. Pobieramy darmowy starter dla siebie , dziewczyny i dla kogo nam jeszcze dadzą.
Po czym udajemy się do kolejnego salonu Play, gdzie pobieramy darmowy starter dla siebie, dziewczyny i dla kogo nam jeszcze dadzą. Czynność tę powtarzamy aż do uzyskania minimum 300 starterów. W drodzę do domu zakupujemy wenę w puszcze (może być w butelce) w ilości szt. minimum 4. Telefon podłączamy do ładowarki lub ładowaczki ( zależy od firmy) aby w trakcie walki o tytuł nie zabrakło prądu. Wysyłamy z każdego startera po 2 smsy , co daje nam ilość szt. 600. Nikt takiego wyniku jeszcze nie osiągnął.
Życzymy powodzenia!
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Chrzest polski.
Założeniem zrozumienia tej historii jest wiara czytelników w Boga. Ja wierzę z powodów, których sam nie rozumiem. Nie chodzę do kościoła, nie modlę się, ale wierzę że Ktoś nad nami czuwa i po śmierci coś jest. Czy to raj czy reinkarnacja, nie wiem. Ale coś tam musi być.
Opowiem wam historię niczym z piekła rodem, której finał rozegrał się na plebanii.
Pewna kobieta, którą Bóg obdarzył synem z człowiekiem przez nią niekochanym, chciała ochrzcić swego potomka. Powody , które nią kierowały mogły być różne, może sama wierzyła w Boga i potrzebę chrztu jako zmazanie grzechu pierworodnego, może zmuszała ją do tego psychicznie rodzina co niedzielę gromadnie chodząca do kościoła, może babcia, która cały dzień odmawiała różaniec aby wnuczek antychrystem nie został. Rzecz w tym, że synek miał rok i nieochrzczony był co w naszym kraju na grzech śmiertelny zakrwawa! A ślubu kościelnego z ojcem jego nie miała i nie chciała. Po bezskutecznych wizytach na plebanii i rozmowach z wielce szanownym proboszczem chrzest się odwlekał… A powód był jeden! Wielebny nie chciał udzielić chrztu, gdyż rodziciele nie mieli ślubu kościelnego. Ta nędzna kreatura nazywająca się sługą bożym stawiała warunki i co by tu nie mówić szantażowała! Albo ślub, albo chrztu nie będzie… W końcu niestety Kobieta uległa tym zmasowanym kościelno-rodzinnym atakom i zgodziła się na plebanii w obecności wielebnego szantażysty i przyszłego męża na ślub, i chrzest, które miały się odbyć na jednej mszy. Przebiegły sługa boży dalej stawiał warunki ( czyt. szantażował) ślub pierwszy potem chrzest, żeby mu nikt spod ołtarza nie uciekł. Wszystko odbyło się jak proboszcz chciał, namówiona przez niego Kobieta dopuściła się krzywoprzysięstwa pod ołtarzem, przysięgała miłość, której nie mogła dać, wierność, której nie chciała, a że go nie opuści aż do śmierci to już kompletna bzdura. Ochrzczono syna. Kobieta chciała wziąć ślub z tym jedynym na którego czekała, a nie z ojcem jej syna. Zmuszona uczyniła świadomy grzech. Pytanie brzmi kto bardziej zgrzeszył? Wielebny i rodzina, którzy ją do tego zmusili czy Ona biedna, osamotniona? Pytam jaki ma sens ta cała otoczka wiary, te kościoły i plebanie, te pozornie przestrzeganie wartości? Czy aby ochrzcić potrzebny jest ksiądz? Czy sama wiara wystarczy? Czy mamy świadomie grzeszyć aby niczego nieświadoma istota została ochrzczona? Czemu jest winne dziecko, że się urodziło? Jaki ma sens przysięga małżeńska, w którą w momencie jej składania się nie wierzy?
Opowiem wam historię niczym z piekła rodem, której finał rozegrał się na plebanii.
Pewna kobieta, którą Bóg obdarzył synem z człowiekiem przez nią niekochanym, chciała ochrzcić swego potomka. Powody , które nią kierowały mogły być różne, może sama wierzyła w Boga i potrzebę chrztu jako zmazanie grzechu pierworodnego, może zmuszała ją do tego psychicznie rodzina co niedzielę gromadnie chodząca do kościoła, może babcia, która cały dzień odmawiała różaniec aby wnuczek antychrystem nie został. Rzecz w tym, że synek miał rok i nieochrzczony był co w naszym kraju na grzech śmiertelny zakrwawa! A ślubu kościelnego z ojcem jego nie miała i nie chciała. Po bezskutecznych wizytach na plebanii i rozmowach z wielce szanownym proboszczem chrzest się odwlekał… A powód był jeden! Wielebny nie chciał udzielić chrztu, gdyż rodziciele nie mieli ślubu kościelnego. Ta nędzna kreatura nazywająca się sługą bożym stawiała warunki i co by tu nie mówić szantażowała! Albo ślub, albo chrztu nie będzie… W końcu niestety Kobieta uległa tym zmasowanym kościelno-rodzinnym atakom i zgodziła się na plebanii w obecności wielebnego szantażysty i przyszłego męża na ślub, i chrzest, które miały się odbyć na jednej mszy. Przebiegły sługa boży dalej stawiał warunki ( czyt. szantażował) ślub pierwszy potem chrzest, żeby mu nikt spod ołtarza nie uciekł. Wszystko odbyło się jak proboszcz chciał, namówiona przez niego Kobieta dopuściła się krzywoprzysięstwa pod ołtarzem, przysięgała miłość, której nie mogła dać, wierność, której nie chciała, a że go nie opuści aż do śmierci to już kompletna bzdura. Ochrzczono syna. Kobieta chciała wziąć ślub z tym jedynym na którego czekała, a nie z ojcem jej syna. Zmuszona uczyniła świadomy grzech. Pytanie brzmi kto bardziej zgrzeszył? Wielebny i rodzina, którzy ją do tego zmusili czy Ona biedna, osamotniona? Pytam jaki ma sens ta cała otoczka wiary, te kościoły i plebanie, te pozornie przestrzeganie wartości? Czy aby ochrzcić potrzebny jest ksiądz? Czy sama wiara wystarczy? Czy mamy świadomie grzeszyć aby niczego nieświadoma istota została ochrzczona? Czemu jest winne dziecko, że się urodziło? Jaki ma sens przysięga małżeńska, w którą w momencie jej składania się nie wierzy?
niedziela, 24 stycznia 2010
Obywatelski obowiązek czyli jak zrobić pitbula
Mamy już końcówkę stycznia więc postanowiłem spełnić swój obywatelski obowiązek i udałem się do księgarni aby zakupić książkę, którą zamierzałem przeczytać i dołączyć do grona statystycznych polaków ( podobno 2,5 książki na miesiąc ). Zagłębiłem się w czeluściach księgarni, takiej z książkami, a nie z kawą, nożem, chińskim radyjkiem z budzikiem i innymi cudeńkami. Po chwili weszło dwóch łysych, napakowanych dżentelmenów w czarnych kurtkach, pomyślałem, że to 2,5 książki to chyba jednak prawda skoro tacy ludzie odwiedzają takie straszne dla nich miejsca. Czar prysł kiedy usłyszałem czego owi Panowie szukali. Poprosili o najlepszą książkę o hodowli PITBULI, pani za ladą przeszukała komputer, ale nic nie znalazła, wyszli i po chwili wrócili żeby poprosić o najlepszą książkę o psach obronnych, niestety takowej też nie otrzymali, więc wyszli. Znalazłem interesującą mnie pozycję i udałem się do kasy. Z kamienną miną poprosiłem panią za ladą o poradnik jak przyjmować sterydy, pani przeszukała komputer no i nic nie znalazła, zdziwiony, że pani nic nie zajarzyła poprosiłem o poradnik jak zrobić granat bojowy domowym sposobem. Pani przeszukała komputer no i niestety nic nie znalazła, chciałem jeszcze poprosić o poradnik jak fachowo kopać leżącego, ale odpuściłem. Wydaje mi się, że pani pomimo wykonywanego zawodu nie była statystyczną polką, a może było za wcześnie? ( niedziela godzina 10:15 , patrz http://polacyprzyjechali.blogspot.com/2010/01/mysli-luzne.html.). Swoją drogą stwierdziłem, że znalazłem dziurę na rynku wydawniczym i postanowiłem napisać poradnik jak zrobić pitbula - oczywiście z niczego. Będę informował na forum o postępach w pracy.
Dobranoc !!!
Dobranoc !!!
sobota, 23 stycznia 2010
Myśli luźne.

Za oknem chyba minus 20, a ja leżę przed TV i spijam zimną wenę z puszki przelaną do szklanki typowo dla weny przeznaczoną. I sobie przypominam sceny z przeszłości związane ze spożyciem owego bursztynowego płynu.
Stary Rynek, Poznań , upalne lato kilka lat temu…
Wchodzę do znajomej knajpy, gdzie bufetowy niesłusznie w tym kraju zwany barmanem w sposób chamski taksuje mnie wzrokiem, jego skacowane, przekrwione oczy drążą mnie na wylot. Ja już wiem, a on się domyśla, że o napiwku nie ma mowy. Za ten wzrok, za ten ubiór, za ten przepity oddech napiwek się nie należy. Tylko ten typ pracujący tu zbyt krótko, żeby mnie znać, nie wie że znam właściciela tego przybytku.
„Piwko poproszę” –wydusiłem z siebie.
Patrzę mu uważnie na ręce , są jakby niedomyte, ale to standard w naszej gastronomii, lekko się trzęsą informując mnie, że kac nadal trwa i za mało dziś wypił żeby były stabilne.
Nalewa piwo zbyt szybko, zbyt beztrosko, zbyt nonszalancko, zbyt… Chyba zbyt się tym przejmuje sam muszę się napić, więc czas gra dla mnie rolę.
Nalewanie trwa 3 sekundy, piana jest na 3mm, cena 3 pln.
Zasada trzech trójek…
Dlatego po trzykroć powiadam wam nie pijcie piwa w niedzielę rano, bo nikt nie jest w tym kraju trzeźwy i nie naleje wam piwa jak nalewać się powinno.
Dobrze, że dziś sobota… A tak na marginesie, klient nie popracował długo i nie jest to moja zasługa, po prostu zachlał swoją posadę jak wielu przed nim i jeszcze więcej po nim. Picie to choroba zawodowa polskiej gastronomii, kto pracował ten wie.
Miało być śmiesznie i wesoło, wyszło jak wyszło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














